Sobota, klub nienasyconych

2 sie 2025 · 653 wyświetlenia Seashells

Był środek tygodnia, późny wieczór. Siedzieliśmy w salonie, ona w ulubionym fotelu, z podkulonymi nogami, w jednej dłoni kieliszek wina. Ja oparty o kanapę, patrzyłem na nią i myślałem o czymś, co chodziło mi po głowie od kilku dni.

– Mam pomysł na sobotę – powiedziałem, starając się, by zabrzmiało to swobodnie, choć w środku już czułem przyspieszony puls.

Podniosła wzrok znad telefonu. – Jaki pomysł?

– Klub. Ale… nie taki zwykły wieczór – zawiesiłem głos, patrząc jej prosto w oczy. – Chciałbym, żebyś… poszła tam ze mną. I żebyśmy spróbowali czegoś nowego.

Zmrużyła oczy, odkładając kieliszek na stolik. – Czego nowego?

Usiadłem bliżej. – Chciałbym zobaczyć cię… w centrum uwagi. Chciałbym, żebyś poznała tam paru młodych facetów. Żebyś… dała im trochę siebie.

Milczała chwilę, marszcząc brwi. – Chyba żartujesz.

– Nie żartuję – uśmiechnąłem się lekko. – To tylko pomysł. Nic na siłę. Ale wyobraź to sobie… ty, w tej swojej krótkiej sukience, drink w dłoni, oni patrzą na ciebie tak, jakbyś była najpiękniejsza w całym klubie.

Przez moment widziałem w jej oczach coś między oburzeniem a… ciekawością.

– Oni… mieliby mnie dotykać? – zapytała cicho, jakby sama siebie chciała sprawdzić, czy wypowiada to na głos.

– Tak. Ale tylko wtedy, gdy będziesz tego chciała. Ja będę obok. Patrzył.

Odwróciła wzrok, popijając wino. – Nie wiem… – mruknęła, ale w jej głosie nie było już zdecydowanego „nie”.

Rozmawialiśmy jeszcze długo. Pytała o szczegóły, o to, ilu ich miałoby być, czy będę blisko, co zrobię, jeśli poczuje się źle. Odpowiadałem spokojnie, cierpliwie. Widziałem, jak jej opór powoli ustępuje miejsca wyobrażeniom.

W końcu, po dłuższym milczeniu, wypiła ostatni łyk wina, spojrzała na mnie i powiedziała: – Sobota. Ale… muszę mieć czas, żeby się przygotować.

Resztę tygodnia spędziliśmy w tej dziwnej mieszance codziennych spraw i cichego napięcia. Ja czasem rzucałem półżartem: „Zostały trzy dni…”, a ona tylko przewracała oczami, ale widziałem, że myśli o tym coraz częściej.

W sobotę wieczorem była gotowa wcześniej niż zwykle. Czerwona, obcisła sukienka na cienkich ramiączkach, buty na wysokim obcasie, włosy lekko falowane. Pachniała tak, że już w domu poczułem narastające pożądanie.

– Gotowa? – zapytałem, stojąc w drzwiach. – Jeszcze nie wiem – odpowiedziała, ale w jej uśmiechu było już więcej ekscytacji niż wahania.

Do klubu weszliśmy po 22:00. Muzyka dudniła, powietrze było gęste od dymu i zapachów alkoholu. Światła pulsowały, rozświetlając ciała na parkiecie. Ona szła tuż przede mną, jej biodra kołysały się w rytmie muzyki, a ja widziałem, jak mężczyźni odwracają głowy, żeby na nią spojrzeć.

Zamówiliśmy po drinku. Usiadła przy barze, nieco skulona, jeszcze trochę niepewna. Popijała powoli, rozglądając się ukradkiem. Rozmawialiśmy o niczym — pogodzie, muzyce, ludziach wokół — a ja widziałem, że z każdą minutą jej spojrzenia stają się odważniejsze.

Po drugim drinku jej ramiona opadły, a ciało zaczęło poruszać się w rytmie muzyki, nawet gdy siedziała na stołku barowym. W pewnym momencie nachyliłem się do jej ucha i powiedziałem:

– Zostawię cię tu na chwilę.

Spojrzała na mnie pytająco. – Samą?

– Tak. Chcę, żebyś… pozwoliła im podejść.

Przełknęła łyk, odłożyła szklankę i rozejrzała się jeszcze raz po sali. W jej oczach widziałem mieszankę wstydu i podniecenia. Skinęła lekko głową.

Odwróciłem się i odszedłem kilka kroków w stronę stolików. Usiadłem tak, żeby widzieć bar. Ona została — piękna, trochę niepewna, ale już sama, jak magnes w morzu spojrzeń, które zaczęły się wokół niej zbierać.

Siedziała przy barze z kieliszkiem w dłoni. Palce lekko obracały szklankę, a kostki lodu przesuwały się po sobie z cichym stukotem. Była wyprostowana, nogi skrzyżowane, a obcas jednej stopy rytmicznie uderzał o podnóżek stołka w takt muzyki. Patrzyłem z oddali, jak mężczyźni w pobliżu odwracają głowy, niektórzy udają, że zamawiają drinka, tylko po to, by móc spojrzeć na nią z bliska.

Pierwszy odważył się wysoki, ciemnowłosy chłopak w białej koszuli, rozpiętej pod szyją. Podszedł od strony baru, powiedział coś, czego nie usłyszałem w hałasie, ale widziałem, jak jej twarz przybrała ten lekki, grzeczny uśmiech, który zostawia sobie na sytuacje, gdy nie wie jeszcze, jak zareagować.

On zamówił jej drinka. Ona nie zaprotestowała, lekko skinęła głową i popatrzyła w bok, jakby chciała sprawdzić, czy ja to widzę. Widziałem. Uśmiechnąłem się do niej z daleka, nie odwracając wzroku.

Po chwili dołączył drugi — młody, wysportowany brunet w czarnym t-shircie, z ramionami napiętymi jak z siłowni. Ustawił się z drugiej strony, zamykając ją w takim półkręgu. Rozmawiali, pochylali się, żeby się usłyszeć w rytmie basu.

Mijały kolejne minuty. Obserwowałem, jak jej ciało zaczyna reagować — najpierw tylko lekkie pochylanie się w stronę rozmówcy, potem dotyk dłoni o blat baru, który przesuwał się bliżej czyjejś ręki, aż w końcu uśmiech, który trwał ułamek sekundy za długo.

Trzeci mężczyzna podszedł od tyłu, dotknął jej ramienia, a ona obejrzała się przez ramię. Tym razem jej spojrzenie było już inne — krótkie, oceniające, ale z błyskiem zaciekawienia.

Widziałem, jak wciągają ją w rozmowę, jak śmieje się krótko, a potem spogląda w bok, jakby chciała zebrać myśli. Czasem dotykała włosów, odgarniając je na jedno ramię — gest niby niewinny, ale odkrywający linię szyi.

Po kilkunastu minutach do tej trójki dołączyło dwóch kolejnych. Zrobili zamieszanie wokół baru, ktoś przyniósł kolejną kolejkę drinków. Siedziałem w loży i patrzyłem, jak jej przestrzeń się kurczy — już nie miała obok siebie pustego miejsca, była otoczona.

Rozmawiali, śmiali się, ale coraz częściej widziałem subtelne dotknięcia. Ktoś położył dłoń na jej kolanie, ktoś musnął palcami jej plecy pod włosami. I co ważne — ona już nie odsuwała się od tych gestów.

Z czasem przestałem liczyć, ilu ich jest. Do stolika przy barze podchodzili kolejni, wymieniali się miejscami. Ilekroć patrzyłem jej w oczy z daleka, oddawała mi spojrzenie — już nie pytające, ale porozumiewawcze.

Po około pół godzinie zobaczyłem, jak jeden z nich nachyla się i mówi coś jej do ucha. Jej usta rozciągnęły się w uśmiechu, a ona skinęła głową. Podniosła się ze stołka, poprawiła sukienkę na biodrach i ruszyła w stronę schodów prowadzących na górę.

Zniknęli w tłumie, ale wiedziałem, że to nie koniec, a dopiero początek… Schody prowadzące na piętro były wąskie, oświetlone miękkim, złotawym światłem. Ona szła pierwsza, między dwoma mężczyznami, lekko trzymając się poręczy. Jej biodra poruszały się w rytmie kroków, a sukienka unosiła się przy każdym stopniu, odsłaniając fragmenty ud. Ja podążałem kilka kroków za nimi, czując, że serce bije mi mocniej z każdym piętrem.

Pokój VIP był przestronny, ale przytłumiony — kanapy wzdłuż ścian, niski stolik z lodem, butelkami i kieliszkami. Światło sączyło się z lamp stojących w kątach, miękkie, ciepłe, tworzące półmrok, w którym ciała wydawały się bardziej miękkie, a oczy ciemniejsze.

Ona usiadła na środku kanapy. Po bokach od razu pojawili się dwaj mężczyźni. Trzeci nalał drinka i podał jej kieliszek. Czwarty oparł się o stolik, patrząc na nią z góry, jakby oceniał każdy detal jej sylwetki. Pozostali krążyli po pokoju, ale z każdą minutą podchodzili bliżej.

Rozmowa była półgłosem, niemal szeptem, bo muzyka z dołu tu docierała stłumiona. Z początku trzymali dystans — krótkie pytania, żarty, ona odpowiadała cicho, czasem nerwowo poprawiając włosy.

Pierwszy dotyk przyszedł niepostrzeżenie. Chłopak siedzący po jej prawej stronie ułożył dłoń na oparciu kanapy tak, że jego palce ledwie musnęły jej ramię. Nie odsunęła się. Po chwili druga ręka, z lewej strony, spoczęła na jej kolanie. Skóra na jej udzie lekko zadrżała.

Patrzyłem, jak rozluźnia się z każdym łykiem. Splot nóg, który początkowo był zamknięty, powoli się otwierał. Plecy oparły się o kanapę, a ramiona przestały być skrzyżowane.

Ktoś pochylił się, żeby coś jej powiedzieć do ucha, a jego usta prawie dotknęły jej skóry. Wciągnęła powietrze przez nos, zamknęła oczy na ułamek sekundy, a potem otworzyła je z lekkim uśmiechem.

Inny mężczyzna, stojący obok, odgarnął jej włosy na jedno ramię, odsłaniając szyję. Pochylił się, wciągnął zapach, ale nie pocałował — jeszcze nie.

Ich gesty były coraz śmielsze. Jeden zsunął ramiączko sukienki z jej ramienia, drugi przesunął dłonią wzdłuż uda aż do krawędzi materiału. Na jej twarzy widziałem już tę zmianę — z lekkiego skrępowania na rosnącą akceptację.

Kiedy podała kieliszek, by odłożyć go na stolik, jej dłoń została na moment ujęta przez jednego z nich. Odwróciła się do niego, patrzyli sobie w oczy dłużej, niż wymagała grzeczność.

Mężczyzna siedzący z lewej strony delikatnie przesunął palcem po jej obojczyku. Drugi w tym czasie musnął ustami jej ucho, a trzeci oparty o stolik położył rękę na oparciu kanapy tuż za jej głową.

Ona nie mówiła nic. Oddychała głębiej, jej ruchy stały się wolniejsze, spojrzenie miękkie, rozleniwione. Każdy ich gest zdawał się przyjmować bez oporu.

Jeszcze nikt nie sięgnął dalej. Ale już czułem, że balansują na granicy, którą w każdej chwili mogą przekroczyć. I wiedziałem, że kiedy to nastąpi, nie będzie już odwrotu.

Moja żona siedziała w centrum kanapy, wciąż w sukience, ale już lekko zsuniętej na jednym ramieniu. Rozmowa między nimi przycichła. Nie było już nieśmiałych pytań czy drobnych żartów — teraz każde słowo, które padało, brzmiało niżej, wolniej, jakby miało inne, ukryte znaczenie.

Mężczyzna po jej prawej stronie — ten w białej koszuli — przesunął dłonią po jej ramieniu, a palcem zahaczył o ramiączko. Trzymał je przez chwilę, patrząc jej w oczy, a potem powoli zsunął w dół. Jej skóra odsłoniła się centymetr po centymetrze.

Po lewej stronie chłopak w ciemnej koszuli, siedzący bliżej, położył dłoń na jej kolanie. Nie spieszył się — sunął palcami w górę po jej udzie, zatrzymując się tuż przy krawędzi materiału. Z drugiej strony brunet lekko odgarnął jej włosy z karku i pochylił się, by musnąć ustami jej szyję.

Czułem, jak jej ciało reaguje. Plecy opadły głębiej w kanapę, głowa lekko przechyliła się w bok, a oddech stał się mniej regularny.

Ktoś nalał jej drinka, ale zanim sięgnęła po kieliszek, dłonie dwóch mężczyzn spotkały się na jej talii. Dotykali jej równocześnie, jakby badali granice, na ile mogą sobie pozwolić.

Ramiączko na drugim ramieniu opadło. Sukienka zsunęła się niżej, odsłaniając fragment czarnego koronkowego stanika. Jeden z nich przesunął po nim dłonią, nie rozpinając jeszcze, tylko pozwalając jej poczuć ciepło przez materiał.

Po chwili chłopak, który wcześniej siedział oparty o stolik, uklęknął przed nią, opierając łokcie o jej kolana. Rozchylił je lekko, powoli, patrząc w górę, w jej twarz. Ona spuściła na niego wzrok, a na jej ustach pojawił się delikatny, niepewny uśmiech.

Kolejny dotyk przyszedł z tyłu. Czuła na karku ciepły oddech, a palce przesuwały się po nagich ramionach. To już nie były przypadkowe muśnięcia — to było powolne obejmowanie jej przestrzeni.

Sukienka opadła jeszcze niżej, ukazując więcej stanika, a jej uda rozluźniły się tak, że kolana nie dotykały się już wcale.

Czułem, że granica została przekroczona. W ich ruchach nie było już pytania „czy możemy?”. Teraz pytali tylko „jak daleko pójdziemy?”.

Ona patrzyła raz na mnie, raz na nich — ale już nie z wahaniem. W jej spojrzeniu była zgoda.

Siedziała w centrum kanapy, a jej ramiona były już nagie. Sukienka zsunęła się tak nisko, że koronkowy stanik w pełni odsłaniał kształt piersi. Materiał opinał je delikatnie, ale pod naciskiem palców lekko się uginał.

Mężczyzna po jej prawej stronie, ten w białej koszuli, pochylił się i, trzymając wzrok wbity w jej oczy, wsunął palce pod ramiączko stanika. Powoli je podciągnął w bok, pozwalając, by pasek zsunął się z ramienia. Drugi mężczyzna zrobił to samo z drugiej strony, a koronkowa tkanina opadła, ukazując nagie piersi w ciepłym półmroku.

Ona wciągnęła powietrze, a jej sutki drgnęły od nagłego chłodu zmieszanego z ciepłem ich dłoni. Jeden z mężczyzn przesunął językiem po sutku, a drugi ugniatał drugą pierś, powoli, rytmicznie.

Z przodu chłopak klęczący między jej kolanami przesunął dłonie po wewnętrznych stronach ud, docierając do krawędzi sukienki. Jego palce wsunęły się pod materiał, a potem pociągnął go w dół, przesuwając przez jej biodra, po udach, aż materiał spadł na podłogę.

Teraz miała na sobie już tylko koronkowe, czarne majtki. Była otoczona ośmioma parami oczu, a każdy z nich patrzył tak, jakby chciał zapamiętać tę chwilę na zawsze.

Brunet stojący za nią pochylił się, dotknął ustami jej karku i powoli zsunął ramiączka majtek na biodrach. Zrobił to z obu stron, ale nie zsunął ich od razu — pozwolił, by materiał opadał leniwie, odsłaniając więcej przy każdym ruchu jej ciała.

W końcu ktoś z przodu chwycił za delikatną koronkę i jednym ruchem ściągnął ją do kostek. Ona podniosła stopy, by pozwolić, żeby majtki opadły na podłogę.

Siedziała teraz zupełnie naga, w półmroku, otoczona ośmioma mężczyznami, którzy byli coraz bliżej. Każdy dotykał jej w inny sposób — jeden gładził włosy, drugi bawił się palcami jej dłoni, trzeci głaskał wewnętrzną stronę uda, czwarty delikatnie całował szyję.

Było w tym coś powolnego, ceremonialnego. Nikt się nie spieszył, ale napięcie w powietrzu było tak gęste, że mogłem niemal poczuć, jak wiruje między nimi.

Ona miała zamknięte oczy, głowę odchyloną do tyłu, a na ustach lekki uśmiech. Oddychała głęboko, a jej pierś unosiła się i opadała w rytmie, który zaczynał odpowiadać ich dotykom.

Wiedziałem, że następny krok będzie początkiem czegoś, co zmieni ten wieczór w noc, o której będziemy pamiętać do końca życia.

Jej ciało było już całkowicie odsłonięte, skóra lśniła w półmroku, rozgrzana ich spojrzeniami i pierwszymi, coraz odważniejszymi dotknięciami. Siedziała wciąż w centrum kanapy, otoczona tak blisko, że czuła ciepło każdego z nich na swojej skórze.

Pierwszy mężczyzna — ten w białej koszuli — przesunął się nieco niżej i zaczął całować jej szyję, potem obojczyk, schodząc ustami w stronę piersi. Jego wargi były miękkie, a oddech gorący. Sutki stwardniały niemal natychmiast, kiedy język zatoczył wokół nich powolne kręgi.

Po lewej stronie chłopak w ciemnej koszuli przesunął dłonią wzdłuż jej uda aż do biodra. Jego kciuk muskał delikatnie wewnętrzną stronę uda, coraz bliżej miejsca, które już pulsowało od podniecenia.

Przed nią klęczał młody brunet o atletycznej sylwetce. Jego dłonie znalazły się na jej kolanach i delikatnie je rozsunęły, aż jej uda otworzyły się zupełnie. Patrzył na nią z dołu, z wyrazem głodu w oczach, po czym pochylił się i przesunął ustami wzdłuż uda, zatrzymując się tuż przed miejscem, które wołało o dotyk.

Z tyłu poczuła ciepły oddech na karku i dłonie przesuwające się wzdłuż boków, zatrzymujące się na piersiach, które już były w ustach pierwszego mężczyzny. Teraz dotyk i pieszczoty nakładały się na siebie, a jej ciało reagowało coraz bardziej — oddech stawał się nierówny, biodra drżały.

Po chwili chłopak klęczący przed nią zrobił krok dalej — jego język dotknął delikatnie miejsca, które tak długo omijał. Powolny, jednostajny ruch sprawił, że głowa jej opadła do tyłu, a usta rozchyliły się w cichym westchnieniu.

Mężczyźni zaczęli się przemieszczać, jakby mieli niewidoczny plan — ten, który pieścił jej piersi, ustąpił miejsca innemu, który od razu zajął się nimi ustami. Ręce przechodziły z bioder na uda, z karku na brzuch, tak aby każdy centymetr skóry był pod czyimś dotykiem.

Po lewej stronie ktoś podał jej kieliszek wina, a kiedy napiła się łyk, poczuła, jak jego usta zastępują szkło — pocałunek był głęboki, wilgotny, a smak alkoholu mieszał się z ciepłem jego języka.

Brunet między jej udami przyspieszył, jego język tańczył w rytmie, który sprawiał, że jej dłonie zacisnęły się we włosach stojącego obok mężczyzny. Z tyłu poczuła twarde, nabrzmiałe ciało przy swoich plecach, a dłonie, które powoli schodziły w dół brzucha, zatrzymując się dokładnie tam, gdzie przed chwilą działał język bruneta.

Ona była już całkowicie otoczona — każdy fragment jej ciała był w centrum czyjejś uwagi. Żaden gest nie był przypadkowy, każdy miał swoje miejsce w tej powolnej choreografii.

Wiedziałem, że następny etap będzie początkiem długiego, nieprzerwanego ciągu wydarzeń, w którym każdy z ośmiu mężczyzn weźmie swoją część tej nocy.

Jej ciało było już rozgrzane, mięśnie rozluźnione, a oddech stał się głębszy, cięższy. Otaczali ją z każdej strony, każdy w zasięgu jej wzroku lub dotyku. Czuła na skórze ciepło ich ciał, zapach męskich perfum i potu, dźwięki przyspieszonych oddechów, które mieszały się z basem dobiegającym z klubu poniżej.

Pierwszy zdecydował się brunet o atletycznej sylwetce, ten, który jeszcze chwilę wcześniej pieścił ją językiem. Wsunął dłonie pod jej uda, uniósł je lekko i, patrząc jej prosto w oczy, powoli wszedł w nią jednym, pewnym ruchem. Jej wargi rozchyliły się w cichym, zaskoczonym jęku, a biodra uniosły, by przyjąć go głębiej.

Z tyłu mężczyzna w ciemnej koszuli objął ją w pasie i przyciągnął do siebie tak, że jej plecy dotknęły jego nagiego torsu. Pochylił się, całując jej kark i szeptając coś do ucha, podczas gdy brunet poruszał się w niej powoli, z wyczuciem, pozwalając jej poczuć każdy centymetr.

Po chwili do gry wkroczył trzeci — jasnowłosy chłopak o chłopięcej twarzy, który stanął przy jej twarzy i podał jej siebie, bez słów, z lekkim drżeniem w dłoniach. Jej usta objęły go miękko, a język zaczął pracować w rytmie zsynchronizowanym z ruchami bioder bruneta.

Dwóch pozostałych, stojących obok, przesuwało dłonie po jej biodrach, piersiach i brzuchu. Jeden z nich, pół-Włoch, nachylił się, by musnąć jej sutki językiem, drugi gładził jej udo, czekając na swoją kolej.

Po kilku minutach brunet w niej zwolnił i wysunął się, a jego miejsce płynnie zajął wysoki, umięśniony chłopak w czarnej koszuli. Jego ruchy były inne — bardziej zdecydowane, głębsze, od razu narzucił wolny, ale mocny rytm. Ona westchnęła głośniej, a jej palce mocniej zacisnęły się na udach mężczyzny stojącego przy jej twarzy.

Jasnowłosy, czując zbliżenie, napiął się, jego biodra zaczęły przyspieszać, a dłonie spoczęły na jej karku. Po chwili jej usta wypełniły się gorącym strumieniem, który przełknęła, nie odrywając od niego spojrzenia.

W tym samym czasie czarnowłosy z tyłu zsunął się na kolana, by objąć jej biodra i wypełnić ją od tyłu, kiedy ten z przodu wyszedł. Wsunęli się w nią jeden po drugim, jakby w niepisanym porozumieniu, a ona falowała między nimi, tracąc poczucie, kto jest w którym miejscu, czując jedynie ciepło, puls i pełnię.

Każdy z nich brał swoją kolej, wymieniali się miejscami bez słów, a ona oddawała się każdemu, odpowiadając na ruchy biodrami, dłoniami, ustami. W powietrzu czuć było zapach nagrzanych ciał i napięcia, które dopiero miało eksplodować.

Wiedziałem, że gdy przyjdzie moment, by wszyscy doszli, ta scena będzie miała moc, której nie zapomnimy nigdy.

Pokój był teraz jak zamknięty świat. Ciepły półmrok otulał nagie ciała, a powietrze było ciężkie od zapachu potu, perfum i czegoś jeszcze — gęstego, słodko-metalicznego aromatu podniecenia. Jej ciało błyszczało, skóra była rozgrzana, a policzki zarumienione.

Na początku wszyscy poruszali się w rytmie narzuconym przez dwóch mężczyzn w niej — jeden od przodu, drugi od tyłu. Ich ruchy były wolne, zsynchronizowane, tak że z każdą falą wnikała w nią inna głębia i inne ciepło. Jej głowa opadała raz do przodu, raz do tyłu, a z ust wydobywały się krótkie, urywane jęki.

Przy jej twarzy stał pierwszy z mężczyzn — jasnowłosy, z lekkim drżeniem w kolanach. Jego dłonie spoczywały na jej policzkach, patrzył jej w oczy, gdy otworzyła usta i przyjęła go. Oddychał ciężko, biodra poruszały się w krótkich, coraz szybszych pchnięciach. Gdy poczuł, że już jest na granicy, napiął się, jego palce zacisnęły się na jej karku, a ona poczuła w ustach pierwszą gorącą falę. Strumienie uderzały o jej podniebienie i język, a ona przyjęła wszystko, powoli przełykając, nie przerywając kontaktu wzrokowego.

Z tyłu, czarnowłosy o silnych ramionach, który właśnie wyszedł z niej, objął ją w pasie i obrócił tak, że teraz klęczała na kanapie, opierając dłonie o jej oparcie. W tej pozycji pół-Włoch ustawił się za nią, chwytając jej biodra, a przed nią pojawił się rudowłosy.

Pół-Włoch wszedł w nią powoli, jednym, głębokim ruchem, trzymając mocno. Rudowłosy podał jej siebie, a ona pochyliła się, zamykając wargi wokół niego, czując słony smak skóry. Ich rytm był zsynchronizowany — za każdym razem, gdy biodra pół-Włocha wbijały się w nią, rudowłosy wsuwał się głębiej w jej usta.

Rudowłosy pierwszy stracił kontrolę. Zadrżał, biodra mu drgnęły, a ona poczuła gęsty strumień wypełniający jej usta, tym razem ciepły, niemal gorący. Nie połknęła od razu — pozwoliła, by część spłynęła po jej wargach, łącząc się ze śliną i kroplami potu.

Pół-Włoch, czując, jak jej ciało zaciska się na nim, przyspieszył, aż nagle zatrzymał się w głębokim pchnięciu. Gorąca fala rozlała się w jej wnętrzu, a jego biodra drżały w krótkich, nieregularnych ruchach, zanim powoli się wysunął.

Nie było chwili przerwy. Z boku podszedł umięśniony, krótko ostrzyżony chłopak, chwycił ją za biodra i przyciągnął do siebie, wchodząc w nią z mocą. Przed nią znów stanął inny — tym razem ciemnoskóry, którego dłonie oparły się po bokach jej głowy.

Ich tempo było inne — bardziej surowe. Ciemnoskóry trzymał ją mocno, poruszając się głęboko, a krótko ostrzyżony wbijał się w nią od tyłu z wyraźnym, ciężkim oddechem.

Pierwszy nie wytrzymał ciemnoskóry — wysunął się i rozlał się na jej policzek, wargi i szyję. Gorące krople spływały powoli w dół, wzdłuż obojczyka. Krótko ostrzyżony chwilę później przyciągnął ją mocno do siebie i wypełnił głęboko, jęcząc przeciągle.

Zostało jeszcze trzech. Ustawili się wokół niej w półkolu. Jeden uklęknął między jej nogami, unosząc je na swoje ramiona, wchodząc powoli, głęboko. Drugi usiadł na oparciu kanapy, tak by mogła objąć go ustami, a trzeci, stojący z boku, podał jej dłoń, żeby prowadziła ją po jego twardym członku.

Kiedy ten między jej udami przyspieszył, ona zamknęła oczy, a jej biodra falowały w odpowiedzi. Ten w jej ustach jęczał cicho, a jego palce zaciskały się w jej włosach. Trzeci w jej dłoni oddychał coraz szybciej, mięśnie mu drżały.

Wytryski przyszły niemal jednocześnie — ciepło wypełniło jej wnętrze, kolejna gorąca fala zalała jej usta, a gorące krople spłynęły po jej palcach, nadgarstku i udzie.

Leżała chwilę potem, opadając powoli na kanapę, otoczona zapachem, ciepłem i dotykiem ośmiu mężczyzn. Każdy z nich wciąż ją muskał — po włosach, ramionach, brzuchu — jakby nie chcieli pozwolić, by ten moment się skończył.

A ja patrzyłem, wiedząc, że ten obraz wypalił się w mojej pamięci jak najostrzejsza, najintensywniejsza scena, jaką kiedykolwiek widziałem.

Pokój był rozgrzany od ciał, oddechów i zapachu pożądania. W półmroku jej skóra lśniła od potu, a każdy mięsień był napięty, gotowy przyjąć kolejny dotyk. Ośmiu mężczyzn otaczało ją, każdy miał w oczach ten sam błysk głodu, ale każdy zamierzał zaspokoić go po swojemu.

Jasnowłosy Był pierwszy przy jej twarzy. Młody, o gładkiej skórze, z lekko drżącymi rękami, które spoczęły na jej policzkach. Spojrzała mu w oczy, otworzyła usta i przyjęła go powoli, aż całkiem zniknął między jej wargami. Jego oddech przyspieszył, biodra zaczęły drgać w krótkich pchnięciach. Jej język pieścił go od spodu, a palce błądziły po jego udach. Kiedy poczuł, że jest na krawędzi, przymknął oczy i wstrzymał oddech, a potem gorący strumień uderzył o jej język i podniebienie. Smak był intensywny, młody, lekko słony. Przełknęła powoli, wciąż go ssąc, aż poczuł, że mięknie.

Krótko ostrzyżony, umięśniony Stał za nią, gdy jeszcze ssała jasnowłosego. Ujął ją w pasie, przyciągnął biodrami do siebie i jednym, mocnym ruchem wszedł w nią od tyłu. Jęknęła głośno, odrywając się na moment od tego w ustach, po czym znów wróciła do rytmu. Jego ruchy były ciężkie, zdecydowane, każdy wślizg głęboki, aż jej uda napinały się od wewnątrz. Czuł, jak jej ciało obejmuje go coraz mocniej, i w pewnym momencie przyciągnął ją do siebie tak, że nie mogła się poruszyć. Wszedł głęboko i zaczął pulsować w jej wnętrzu, gorąco rozlewało się w środku w kolejnych falach.

Ciemnoskóry Zaraz po tym wysunął się drugi, a jego miejsce zajął wysoki, ciemnoskóry mężczyzna. Jego ruchy były spokojniejsze, ale pełne kontroli. Przy każdym pchnięciu patrzył na nią z góry, a jego dłonie obejmowały jej talię jak obejmuje się coś cennego. Kiedy poczuł, że to już, wysunął się gwałtownie i rozlał się po jej plecach, pośladkach i udach. Gorące krople spływały w dół, a on rozcierał je dłonią po jej skórze, jakby chciał zostawić swój ślad jeszcze głębiej.

Pół-Włoch Uklęknął za nią, przyciągnął ją do siebie i uniósł jedną nogę, żeby wejść pod innym kątem. Był w niej powoli, ale każde pchnięcie było mocne i wypełniające. Zapach jego perfum — ciężki, korzenny — mieszał się z wonią jej ciała. Jęczała cicho, trzymając się oparcia kanapy. Kiedy przyspieszył i poczuł, że jest blisko, wbił się głęboko i wstrzymał ruch, a potem gorąco rozlało się w jej wnętrzu. Czuła, jak jego biodra drżą, a on pochyla się, by pocałować jej kark, zanim wysunął się powoli.

Rudowłosy Czekał cierpliwie, aż pół-Włoch się odsunie, po czym wszedł między jej uda. Jego styl był inny — szybki, nerwowy, jakby bał się, że ktoś mu ją odbierze. Jej dłonie zacisnęły się na jego ramionach, a ciało odpowiadało tym samym tempem. Gdy nagle wstrzymał ruchy, wiedziała, co nadchodzi. Wystrzelił w niej z siłą, a jej wnętrze natychmiast zaczęło się zaciskać w odpowiedzi, co tylko przedłużyło jego drżenie.

Wysoki brunet w białej koszuli Stanął przed nią, kiedy rudowłosy się cofnął. Ujął jej twarz w dłonie, spojrzał w oczy i wszedł w jej usta powoli, jakby chciał zapamiętać ten moment. Jej język od razu odnalazł właściwy rytm. Położył jej dłoń na karku i przyciągnął mocniej, jego biodra drgały coraz szybciej. Kiedy doszedł, wypuścił z ust przeciągły, niski jęk, a gęsty strumień spłynął jej po języku. Połknęła, nie odrywając spojrzenia od jego twarzy.

Smukły blondyn Podszedł z boku, chwycił jej dłoń i przyciągnął ją do siebie. Prowadziła go pewnie, dłonią obejmując trzon, a kciukiem masując delikatnie. Patrzył na jej twarz, gdy wykonywała powolne ruchy nadgarstkiem, raz wolniej, raz szybciej. W chwili, gdy jego oddech stał się ciężki i nieregularny, poczuła pierwsze krople na wierzchu dłoni, a potem kolejne, cieplejsze, które spływały jej po nadgarstku i palcach.

Najmłodszy, o chłopięcej twarzy Został ostatni, ale nie był nieśmiały. Pociągnął ją do siebie, posadził na swoich kolanach, tak że siedziała na nim okrakiem. Wszedł w nią od dołu, trzymając jej biodra w mocnym uścisku. Każdy ruch był głęboki i powolny, a on patrzył tylko na jej twarz. Kiedy doszedł, przyciągnął ją do siebie tak, że była do niego całkiem przyciśnięta, a gorąco wypełniło ją jeszcze raz, tym razem głębiej niż wcześniej.

Kiedy wszystko ucichło, moja żona opadła między nich na miękką kanapę. Jej ciało było ciepłe, mięśnie drżały, a skóra lśniła od potu i ich śladów. Ośmiu mężczyzn wciąż ją dotykało — delikatnie, jakby bojąc się, że jeśli puszczą, ta noc zniknie jak sen. A ja patrzyłem, czując, że byłem świadkiem czegoś, co wryje się w moją pamięć na zawsze.

Podobne opowiadania