Nedavny vikend prinesl do naseho mestysu male pivni slavnosti. Leta chodim brigadnicit do te nasi male hospudky a protoze plakat slibuje vecerni ucast meho oblibeneho hudebnika, tesim se navzdory prislibenemu pracovnimu nasazeni.
Odbila pul 10, mistni stamgasti uz maji na listcich ploty a sefik me pakuje domu. Po celem odpoledni jsem rada.
Padim do stanu poslechnout si slibovaneho zpevaka a kytaristu. Sedim, uzivam muziku a usmivam se v dobre atmosfere, ke ktere prispiva i dvoumetrovy smypatak, co cely vecer zpiva a obcas i tanci. Tmave vlasy, vousy, oboji prosedivele, ackoli mu vic, nez 40 snad byt ani nemuze. Pada pulnoc. Muzikant oznamuje posledni pisnicku a vesely sympatak strhne skupinku u parketu k tradicnimu ,,jeste jednu”. Oci se uprou mym smerem a ruce zacnou zbesile gestikulovat se vzkazem ,,Pojd sem”. Hraju pantomimu: ,,Ja?”
O okamzik pozdeji uz jsem v sevreni severskeho typka, ktery mi do ucha povi, ze sice muziku si uzivam, ale neziju. Jsem narozdil od nej strizliva, protoze ridim, ale zahraje to na mou poetickou dusi. Zpivam a vlnim se do rytmu, zatim co on bere moji ruku a presouva si ji do zadni kapsy svych kalhot a stiskne mi ji na svem peknem, pevnem zadku.
Muzikant konci, rijnovy vitr uvolnil stanovou stenu a na aparaturu dopada destova voda. Jsem unavena, ale on me primeje zustat. ,,Schvalne zacni zpivat první pisnicku od Tomase Kluse, ktera te napadne!”, dostavam za ukol. Protacim oci a vypravim vtip na zmineneho umelce. Ale pravda je, ze hned jednu vytasim a potom, co ji najde v hudebni knihovne uz ji oba zpivame. VeSmíru.
Priradim si ji ke vzpomince zcela automaticky.
Kdyz se jeho particka kamaradu rozhodne vzit me mezi sebe, obkrocmo seda na lavicku a posadi me pred sebe. Je ukrutna zima, ale mame aspon duvod se pritisknout a po chvilce uz jsem v objeti a sem tam se pritiskne tvari, tu a tam me polibi na ucho, tuhle zase privoni k vlasum. To musi byt lahoda, po 8 hodinach za barem - no nic. Zrejme mu to nevadi.
O dve hodiny, ochmatik nasich rozkroku pod stolem a nekolik vaznych temat i trapnych vtipu pozdeji sedi v mem aute, abych ho odvezla k penzionu. Cestou brzdim na polni ceste, protože jeho nenechave ruce jsou vsude. Nemam dost odvahy, ale uplne zanedbany domu neodjede! Stahuje kalhoty i trenyrky a ja beru jeho muzstvi, které je umerne jeho vysce, do ust. Nedockave, dychtive, protoze moje oralni fixace se hlasi jako vzdy o slovo. Na me konto se nese nekolik obdivnych vzdechu a kdyz ucitim znamou horkost v krku, spokojene se usmeju a jeste ho chvilku laskam. To ho dostane jeste vic. Startuju auto a odjizdim k penzionu.
,,Prijedu na slavnosti zase za rok, vydrzis cekat?” Tak to cekej.
Teprve na rozloucenou me polibi tak, jako bych byla jeho femme fatale. Ten polibek si budu pamatovat. A tvoje ksiltovka v mem aute zustala. Do rijna 2026 ji nejspis zase schovam… pa, K.
Podobne opowiadania
-
Był późny wieczór, gdy w naszym domowym studio fotograficznym zapaliłem ostatnie lampy. Powietrze pachniało lateksem, pudrem i tym specyficznym, elektryzującym zapachem podniecenia. Ty – moja żona,…
2 miesiące temu 0 198 3 -
W piątek przyleciałem do Warszawy , miałem wrócić w poniedziałek ale postanowiłem zrobić żonie niespodziankę . Było jeszcze przed 17stą , wiec na pewno jest jeszcze w biurze , zawsze długo siedzi ,…
3 miesiące temu 2 390 4 -
Historia prawdziwa ;) Kiedyś miałem takie marzenie, taki fetysz.. aby pomasturbować się przed kims na żywo. Nie chodziło o seks, chodziło o samą masturbację i wytrysk, najlepiej przed kims kogo…
5 miesięcy temu 1 420 1 -
Magda była częstym gościem w naszym domu , spędzała z moim ojcem wszystkie weekendy i czasami wpadała w ciągu tygodnia i nocowała . Nie miałem okazji spędzić więcej czasu z nią tylko we dwoje .…
7 miesięcy temu 0 613 1