Marta, wciąż nabita na te dwa żelazne kutasy jak pierdolona szmata na szpikulcach w samym sercu piekielnego burdelu, drżała w aftershockach orgazmu, które przetaczały się przez jej ciało jak przedłużone trzęsienie ziemi po epicentrum – fale drżeń, spazmów i pulsacji, które nie chciały ustąpić, rozlewające się od jej rozjebanej cipki i dupki po całym ciele, powodując, że jej mięśnie napięte jak…
Storie (6)
Rozdział 2 – Dług, który pachnie spermą [Wieczór. Mieszkanie. Seks. Rozmowa, która zmienia wszystko.] Marta klęczała nago na łóżku, jej tyłek uniesiony, miękki, wypięty w moją stronę. Ruchałem ją mocno, oburącz trzymając za biodra. Jej jęki odbijały się od ścian jak echo wilgotnego grzechu. – Aaaah… Erneście… głębiej… mocniej… Uderzałem w nią z siłą. Kochaliśmy się tak, jakby świat miał się jutro…
Zewnętrzne światło padało przez zasłony, tworząc smugę, w której stałeś, ledwo oddychając. Alkohol wciąż krążył Ci w żyłach, ale nie na tyle, żeby zamroczyć wzrok. Wręcz przeciwnie — wszystko widziałeś wyraźniej niż kiedykolwiek. W salonie Dorota była już półnaga. Sukienka zsunęła się z ramion, zatrzymała na biodrach. Jeden z gangsterów trzymał ją od tyłu, dłońmi oplatając jej ciało, jakby…
Dług – część dziewiąta: Twoja kolej Była późna noc. Wszyscy wyszli. Została tylko ona – naga, spocona, zmięta jak satyna po burzy. Leżała na kanapie, rozłożona, z zamkniętymi oczami i uśmiechem, którego wcześniej nigdy u niej nie widziałem. Spokojnym. Spełnionym. Ciałem mówiła wszystko. Podałem jej kieliszek. Usiadłem obok. Nie powiedziałem nic. Patrzyłem. Zaciągnęła się ostatnim papierosem.…
Dług – część druga Czarny blok, trzecie piętro. Światła się paliły. Dorota siedziała obok niego na kanapie – tego samego z blizną, który ostatnio "anulował" mój dług. Dwóch jego ludzi po bokach. Z pozoru niewinnie, jakby czekali na pizzę… Ale ja znałem ten jej wzrok. Tę lekko uchyloną szminkowaną szminką buzię. Tę pozę – noga na nogę, obcas krzywo zapięty. Wypiła trochę. Może więcej niż trochę.…
DŁUG – część czwarta: pierwszy raz Pamiętam tę noc do dziś. Piątek. Zimno jak cholera, ulice puste. Dorota mówiła, że spotyka się z koleżankami. Wierzyłem. Może chciałem wierzyć. Ale mój szef – Bogdan – wspomniał w pracy coś dziwnego. Że „twoja żonka to ma fantazję” i zaśmiał się w ten swój tłusty, obleśny sposób. Coś mnie tknęło. Pojechałem pod willę. Jego dom. Brama otwarta. W środku światła,…